zgubiłam się między twoimi oddechami nieśmiało okrywając je płaszczem złączonych ciał wyszeptałam nienazwane uczucie palce naszkicowały szlak by dać zielone światło zniecierpliwionym dłoniom jeszcze cię nie określiłam
kurczę się tak że mieścisz mnie w dłoniach odsłaniam wszystko co było skrywane przed światem należę do ciebie zamrugaj a będziesz mnie czuł pod powieką serca
nieśmiało napawam się twoim spojrzeniem drżąc wyłuskuję z serca resztki strachu odwzajemniam się tego wieczoru zabraknie nam tchu spojrzymy głębiej w siebie
zapachniało lutowe powietrze z domieszką mrozu na szybach aut ciekawe znaczki wyznaczają drogę kończącej się zimie nie umiem odczytać tych szyfrów paznokciami skrobię coś bez sensu trochę bieli spadło mi w dłonie może znajdę w niej coś dobrego
dźwięki duszy przyprawiają o dreszcze spokój jest ulotny czasem tylko sny tulą niepokoje zachodzi noc a na niebie błyszczą poranne księżyce powoli rumieni się powietrze i ja wciąż jestem transparentna na tle twojego serca
jestem ciszą wypełnioną po brzegi twoimi słowami i wciąż słucham jak modli się nadzieja może to nie koniec choć zima ostrzy pazury czeka na moment by zaatakować
utknęłam między tobą a ciszą teraz nawet oddychasz za mnie lecz nie ośmielę się poprosić o własną przestrzeń dopiero na kolejnym zakręcie zrozumiem swój błąd mleko już wsiąknie w dywan
nad urwiskiem myśli szukam przestrzeni w którą mogłabym skoczyć bez poczucia winy ufam naszym skrzydłom choć znów spadamy wciąż pragnę więcej dzięki tobie każde lądowanie jest miękkie
świt rozbiera na części wszystkie lęki a imiona przywierają do warg czerwienią się sny w których już od dawna brakuje puenty dogasa czas zabierając ostatnie sekundy nadziei w końcu nauczy nas pożegnań na zawsze
deszcz spóźnił się o parę kropel wystukujących rytm samotności która objęła swoimi mackami klika chwil i słów tak odległych jakby z poprzedniego życia gdy byłeś moją poezją
rosa o poranku odkrywa tajemnice zbliżenia gdy liście zaszeleściły pod aksamitnym dotykiem i choć słońce przyprawia o rumieńce zapowiada się na deszcz który ponownie zaskoczy nas o zmierzchu
gdy w końcu przyjdzie poczęstuję go słodką herbatą i miłym wspomnieniem obecnością zaleczę rany by złe myśli nie miały powrotu przeszłość pomacha białą flagą nie wedrze się do życia nieproszona przecież nie mieliśmy żadnego wczoraj
przyjemnie jest słuchać kilku wiosennych szeptów przylegających cicho do mojej skóry nagimi dłońmi malowane kontury serca trzymają nas w objęciach senność ścieli myśli wokół których jutro nabiera blasku jesteś moim wybranym
w twoich dłoniach przybieram nieokreślony kształt spacerując wśród wspomnień dojrzewam by jutro mogło zaistnieć wśród gęsto porośniętych myśli od czasu do czasu noc goni sen który staje się prorokiem jestem dla ciebie
otwieram okno zamiast wiatru do mieszkania wpada samotność z zimnymi dłońmi i smutnymi oczami nie wiem jak być wystarczająco silną by zwalczyć w sobie strach przed przyszłością bez ciebie
zapakowana w stare pudełko kurczę się do stanu niewidzialna róże już nie zdobią mieszkania chusteczką wycieram ślady szminki która wciąż smakuje tobą obrany z niedomówień znikasz jak ja przed chwilą