Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wiersze. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wiersze. Pokaż wszystkie posty

nadzieja a może naiwność

gdy noc przepływa granatem przez miasto
budzą się lęki zapomniane za dnia
cisza budzi tęsknotę
ona wciąż pamięta adres i znów puka do drzwi

oczy mętnieją gdy myślę o tobie
a łzy płyną prosto do serca
chciałabym bardzo dotknąć nieba
w którym

błękitnieje nadzieja

wyciąga dłonie
kiedy zapadam się w bezsenności

dni mijają spokojnie
wypełniając mnie naiwnością
może jutro
skrzyżuje nasze drogi
na dłużej niż mrugnięcie 

***(obiecałeś)

obiecałeś ciszę ubraną
w zwiewne szaty nocy
pośród błyszczących nazw
drgające tajemnice

może jutro otworzysz oczy
i nie patrząc w słońce
dojrzysz horyzont
gdzie stykają się sny

póki co wbijam się w fotel
popijając stygnącą kawę
przemilczam poranki
które od dawna nie zadziwiają

wciąż wierzę że kiedyś
zobaczę w oknie coś więcej
niż odbicie wspomnień

poranne poszukiwania

rozmieniłam na drobne
twoje oddechy będę miała
więcej minut pod ciepłą pierzyną

gdy na zewnątrz dryfują lodowce

topnieję w dłoniach
będę płynąć przez palce
między obrączkami
z wygrawerowaną wczorajszą datą

to był czas na zimną herbatę
która nie potrafiła nas ostudzić
jesteśmy
prawdą schowaną gdzieś
pod pościelą

Atrakcyjna oferta

Wylałam z kielicha
wszystkie twoje smutki
i choć za oknem wciąż szaro,
jutro znów nabiera sensu.

Niejednostajnie odnawiam
pożółkłe listy,
każdą literkę odkładam
na właściwie miejsce.
Fundamenty muszą być mocne.

Chodź, zbuduję ci dom.

już nie piszę o miłości

słowa które kiedyś były rumiane
stygną zostawiając po sobie
tylko bladą poświatę

dobranoc
karaluchy pod poduchy
może sen sprawi że nazajutrz
zmienię zdanie i znów
rozłożę litery przed
rozpalonym kominkiem

dzisiaj rozbijam
szklane drzwi złudzeń

pożółkłe zeszyty z wierszami
przypomną ci
jak miękłam pod wpływem deszczu

odczytaj palcami
zaschnięte łzy
dopóki znów nie napiszę
o miłości

dowody

idzie zima
a ja już przymarzłam
do twojego imienia

mimo zmiennej aury
wciąż czekam

boisz się przedawkować

nie muskam już chwil
nie ubieram w błękit

gdy świeczki zgasną
będzie za późno
pozostanie po nas

pustka

szarodzienne godziny

wokół wszystko szarzeje
a palce dotykają zimnych ścian
my zamurowani w słowie
bez pamięci pogubieni
na przekór lirycznym westchnieniom
 
które bledną na samą myśl
o jutrze
przypieczętowanym samotnością
gdzie dwoje jest jak jedno
 
przytul ostatni raz
bym miała siły zmierzyć się
z pustką wepchniętą
między godziny
bez ciebie

sierpień dotyka nieba

sierpniowe słońce zanurza się w snopach siana
i żółtych słonecznikach
które koniecznie chcą sięgnąć nieba
 
ono jest tylko dla wybranych
 
tu na ziemi można znaleźć jego malutki kawałek
przy odrobinie szczęścia
też nie minąć się z marzeniami
które w błękitny dzień toną w chmurach
 
kiedyś przyjdzie ten czas
gdy białe kołderki zejdą niżej
i pozwolą urzeczywistnić się ulotnym snom
 
nie będzie za czym tęsknić
aż do następnego lata

meble

zagospodarowałam
nowe pomieszczenie
dla swoich myśli

stare
zakurzone półki
zostały wyrzucone
na śmietnik

niech ktoś inny
się nimi zajmie

oddam
niekoniecznie
w dobre ręce

opowieść muszelki

tutaj nad morzem
ziścił się sen
zagubionej muszelki
która chciała się dowiedzieć
o czym szumi

tamtego dnia

błękitny poryw
przywiał smutny bursztyn
twoich oczu
jeden oddech
pod prąd
i już byłeś mój

smakujesz
jak szczypta wiatru
w promieniach słońca

łaskoczących fale

posłuchaj
to szeleści czas
opowiada historię
muszelka już wie

ona nas zna

odrdzewienie

poupychałam myśli
w stare szuflady
z których wciąż wypadają
niedomknięte sprawy

zardzewiałe klucze
domagają się uwagi
chcą czarować blaskiem

mogę użyć ich ponownie
i schować w pudełku
z etykietką
zamknięte na zawsze

albo zatrzymać w dłoni

czerwcowy deszcz

napisałam do ciebie wiadomość
kroplą deszczu na szybie
czekam aż wiatr
odczyta rozmyte słowa
i przywieje
miłość w strugach deszczu
choć w kalendarzu już czerwiec

noc znów osuszy łzę
srebrną poświatą
namaluje sen

na zawsze ty

mimo wszystko

mimowolnie odchodzisz
gestem pożegnania
budzisz łzę do życia

szarość puka do okien
niczym kropla deszczu
ona już wie

jestem sama

ze stanu obojętności
budzi mnie tylko
dźwięk budzika
i zapach kawy

pora wstać

iść przed siebie
z samotnością za rękę

po raz pierwszy

gdy pierwsza kropla rosy
spadnie w twoje dłonie

gdy pierwszy zalśni kryształ
schnąc na płatku róży

zrozumiesz

dlaczego więdnę jak kwiat
gdy serca mi brakuje

dlaczego piękna perła
skrywa własny smutek

nie jestem jak skała
lecz niezmiennie czekam

wróć

***(wyciągnęłam z szuflady)

wyciągnęłam z szuflady
oddech tamtego lata
gdy nagość stała się przezroczysta
 
znalazłam cię
dzięki woni słów
które nigdy nie padły
nie pozwolisz
dopisać ostatniego rozdziału
a bezsenne noce
nie będą miały twojej twarzy
 
zabrakło szeptu
o który przestałam się ubiegać
 
znów mi zimno

wrośnięcie

sennie wrosłam w nocną szatę 
nie pozostawiając przestrzeni
dla przebijającego się światła 
cisza składa się w kostkę 
i chowa do szafy tam 
gdzie jej miejsce 
 
palcami rozdzieram mrok 
szukam 
sama nie wiem czego 
od wczoraj
minęło już tysiąc lat 
a chciałabym wierzyć 
że czeka mnie jutro 
 
z tobą lub bez 

Nie pytaj

Brodząc z parasolką
w kałuży słów,
chronię się
przed jesienną aurą,
nie dotkną mnie
twoje słowa.

Nie pytaj,
dlaczego milczę.

Wiatr niesie
zasuszone liście,
w czerwonawym kolorze
wspomnień,
tuż pod nasze stopy.

Nie pytaj,
dlaczego nie chcę pamiętać.

Drzewa szumią,
nucąc po raz ostatni
magiczną melodię,
utkaną niegdyś
wspólnymi nićmi.

Nie pytaj,
dlaczego nie słyszę.

Pogoda drwi
z wczorajszego snu,
zmywając go z powiek
– echo tamtych dni
do mnie nie dotarło,

więc nie pytaj,
dlaczego nie kocham.

wyczekując na lepsze

pamiętna ławka
majowe bzy
w dłoniach kruszyło się serce

wysuszone kwiaty to przeprosiny
za wiosny których nie było

gdy śnimy osobno
wszystkie pory roku
są takie same

wyczekujące tęsknie
pod naszymi oknami

na lepszy czas

papierowa miłość

chciałabym cię przelać na papier
oczy usta
włosy oraz ich brak
mogłabym ołówkiem nakreślić
uśmiech który ostatnio
trochę zbladł
niestety drugiej szansy
już nie narysuję
jak widać makulatura
nie przyjmie wszystkiego

wersja tylko do wglądu
musi wystarczyć

marzec przynosi słowa o miłości

białe marcowe słowa
przychodzą znienacka
gdy mówisz wierszem
o miłości do mnie

to wiosna przynosi
szczyptę odwagi
by posmakować chwile
posypane szczęściem

dotykasz serca
dłońmi muskasz niczym
skrzydłami motyla
to nie sen

choć płyniemy delikatnie
jak jedwab
zielonymi ścieżkami do serc

oswoić smutek

utul moje łzy bo znów nostalgiczny wrzesień płynie między palcami i coraz trudniej znaleźć kawałki lata może smutek zmyje z twarzy resztki w...

Ulubione teksty