tulisz się do mnie a ja nie mam już łez codziennie falujemy jesteś przygodą która się nie powtórzy chociaż milczenie przesłania wszystko rozumiem to czas dla nas
tego dnia słońce wstaje wyjątkowo wcześnie budząc dziecięce marzenia chwile podszyte miłością zapisują kolejne kartki w pamiętniku warto pamiętać szczęśliwe dzieciństwo gdy nawet zdarte kolana nie bolą tak bardzo kiedyś uśmiechniesz się do wspomnień niech czas ci sprzyja
spadasz szybciej niż gwiazdy upadki porażki sen znów się nie spełnił teraz rosnę w siłę obiecanki cacanki myślą i kpią wkrótce przyjdzie twój czas czasem tak trudno być sobą wciąż jest nadzieja
nie słucham już bajek na dobranoc i żadna kołysanka nie ma mocy usypiania pomiędzy wieczornymi myślami przewijasz się wciąż od nowa jak dziś i wczoraj tak będzie też za rok nie nagrałam Twojego głosu lecz próbuję go odtworzyć chcę Cię usłyszeć jeszcze jeden raz
pierwsze krople deszczu zwiastują mrok syk wiatru cichnie tępy wzrok wbity w ścianę tłumaczy wszystko ból przeszywający serce przepływa przez ciało niczym prąd czasu nie cofniesz wszystko się zmieniło tylko pustka wdarła się w życie nieproszona ciężko jest patrzeć gdy kolejny ogień gaśnie na twoich oczach
chwile opadają na powieki i milczysz ciemnymi barwami maluję Twój obraz w dłoniach ściskam stary sweter pachnący tamtymi dniami a w sercu tęsknotę bez dna
wszystko dzieje się po cichu umiera sen Ciebie nie ma zostały wspomnienia porozrzucane na starych fotografiach gdy czas płynął beztrosko letnio-zimowe spojrzenia w przeszłość zostaną ze mną na zawsze
życie przewija się przed oczami jak film w kinie zgasły światła Twoich oczu ciemna pusta sala koniec seansu smutne zakończenie wywołuje łzy przeminęłaś napisy końcowe
luty przeciąga ospałe spojrzenia w przeszłość dni przydeptane czasem wciąż kolekcjonują westchnienia dziś brakuje ciepła Twojej dłoni choć kubek z herbatą robi co może przepraszam za chwile i słowa których zabrakło topię je w smutku przeglądając stare albumy upływające lata nie ocierają łez bo czas jest bezlitosny dla tych co zostają zatraceni w ramionach tęsknoty
smutne liście odmierzają czas spadając w rytm tykania zegara zderzenie z ziemią cisza skończył się październik i wszystkie inne miesiące dni i noce już nie istnieją za późno na refleksje przeprosiny na śmiechy życzenia czy łzy i choć wspomnienia wkrótce wyblakną w pamięci pozostaną czarno-białe migawki
jesień okrada z sił zostawia suche liście w dłoniach ich krótki żywot blednie spacerując między kolorowymi drzewami i ja przemijam w snach dotykam ciszy to wasz głos jak wskazówka na kamienistej drodze bolą stopy nieobecność dotyka duszy chociaż jesteście jak wiatr