obudziło mnie słońce wokół tysiące róż i dwa słowa spisane na kartce ponocne rumieńce ożywiają wspomnienie złote warkocze wymykają się z dłoni słodkie dzień dobry dodaje sił jestem gotowa by żyć i wrócić do ciebie gdy mrok przyniesie sen
wszystkie marzenia biegną przed siebie zmierzając ku mrocznemu zachodowi kolejny krok w drodze do wieczności i choć najbardziej pragniesz zmian zadowalasz się zimową chandrą rezygnujesz z życia pełnią wiosny każdy płomień musi zagasić swój żar każda złota jesień kiedyś dobiega końca każdy blask światła za chwilę się wypala więc nie pozwól by wraz z końcem lata na zawsze przepadł najcieplejszy dzień słońce samo ciebie nie znajdzie
Wylałam z kielicha wszystkie twoje smutki i choć za oknem wciąż szaro, jutro znów nabiera sensu. Niejednostajnie odnawiam pożółkłe listy, każdą literkę odkładam na właściwie miejsce. Fundamenty muszą być mocne. Chodź, zbuduję ci dom.
przykrywam twoim oddechem wciąż chłodne majowe noce może usłyszę chociaż kilka ciepłych słów zawieszonych w powietrzu każdy dzień kruszy coraz bardziej mgliste wspomnienia jeszcze kilka chwil a nie zostanie nic poza stęsknionymi dłońmi błądzącymi w próżni otulam się smutnymi ścianami w najbardziej bladym kolorze zlewam się z nimi i już nikt nie dostrzeże mojej samotności
kurczę się tak że mieścisz mnie w dłoniach odsłaniam wszystko co było skrywane przed światem należę do ciebie zamrugaj a będziesz mnie czuł pod powieką serca
przepraszam za oczy które nie płaczą zazdrością i wciąż widzą dobro gdy czarny kot przebiega drogę nieszczęścia chodzą parami omijając samotne dusze ukojone mocą swojego pióra a ludzie i tak będą zdziwieni
po zmierzchu oglądała gwiazdy które nie spadały dla niej pamiętała choć tamten maj już dawno odszedł w zapomnienie sen nie nadchodził zbyt długo zamotana w zimnej pościeli wiedziała że na poduszce obok już na zawsze pozostanie puste miejsce