słowa które kiedyś były rumiane
stygną zostawiając po sobie
tylko bladą poświatę
dobranoc
karaluchy pod poduchy
może sen sprawi że nazajutrz
zmienię zdanie i znów
rozłożę litery przed
rozpalonym kominkiem
dzisiaj rozbijam
szklane drzwi złudzeń
pożółkłe zeszyty z wierszami
przypomną ci
jak miękłam pod wpływem deszczu
odczytaj palcami
zaschnięte łzy
dopóki znów nie napiszę
o miłości
Bardzo interesujący wiersz, wielowarstwowy...
OdpowiedzUsuńDziękuję!
UsuńBardzo podoba mi się ten wiersz, między wersami jeszcze tyle niedopowiedzianego...
OdpowiedzUsuńBardzo się cieszę i dziękuję bardzo :)
UsuńTo wiersz z popiołu i żaru jednocześnie. Boli, ale zostawia uchylone okno na miłość...
OdpowiedzUsuńCieplutko pozdrawiam.
Właśnie tak, czasem to uchylone okno wystarcza... Bardzo dziękuję i pozdrawiam serdecznie :)
UsuńŚliczny wiersz, ma w sobie prawdziwą głębię! Pozdrawiam :)
OdpowiedzUsuńPięknie dziękuję!
UsuńPozdrawiam serdecznie :)
Podoba mi się :)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam i zapraszam do siebie do wzięcia udziału konkursie gdzie nagrodą są książki.
Dziękuję, zajrzę w wolnej chwili :)
UsuńPozdrawiam serdecznie.
Oby podmiot liryczny wrócił do słów, które kiedyś były rumiane.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam serdecznie :)
Oby!
UsuńDziękuję i pozdrawiam również :)
a ja poczekam na wiersz o miłości, ale nie minionej, a nadchodzącej, a być może zaledwie wyczekiwanej.
OdpowiedzUsuńI taki pewnie w końcu się pojawi...
UsuńDzięki za zajrzenie :)
Tytuł mnie zastanowił....
OdpowiedzUsuńNiech słowa będą kiedyś znowu kolorowe, ciepłe...
Wierzę, że będą.
UsuńDziękuję bardzo za komentarz :)
Dziś rozbijam szklane drzwi złudzeń - piękne!
OdpowiedzUsuńJak cały wiersz zresztą!
Pięknie dziękuję ❤️
Usuń