Wylałam z kielicha wszystkie twoje smutki i choć za oknem wciąż szaro, jutro znów nabiera sensu. Niejednostajnie odnawiam pożółkłe listy, każdą literkę odkładam na właściwie miejsce. Fundamenty muszą być mocne. Chodź, zbuduję ci dom.
przykrywam twoim oddechem wciąż chłodne majowe noce może usłyszę chociaż kilka ciepłych słów zawieszonych w powietrzu każdy dzień kruszy coraz bardziej mgliste wspomnienia jeszcze kilka chwil a nie zostanie nic poza stęsknionymi dłońmi błądzącymi w próżni otulam się smutnymi ścianami w najbardziej bladym kolorze zlewam się z nimi i już nikt nie dostrzeże mojej samotności