rozmieniłam na drobne twoje oddechy będę miała więcej minut pod ciepłą pierzyną gdy na zewnątrz dryfują lodowce topnieję w dłoniach będę płynąć przez palce między obrączkami z wygrawerowaną wczorajszą datą to był czas na zimną herbatę która nie potrafiła nas ostudzić jesteśmy prawdą schowaną gdzieś pod pościelą
jak zasuszony kwiat nie obronię się przed słońcem w dłoniach zamknęłam twój sen zachłannie biłam się o ostatnią kroplę życiodajnej rosy gdy zakłuło dotarło do mnie że jestem jak róża