bezświt

nadejdzie czas na ostatni świt
gdy cisza będzie dusiła się
w czterech ścianach
które zmienią kolor
na najciemniejszy jaki znam
bez prześwitu jutra

kiedyś zaszeleszczę
pod czyimiś stopami

znikam

pod rzęsami
gromadzę wspomnienia
minionych lat

zmieniona w ciszę
padam na kolana
nie liczę już westchnień

i tak jestem niewidzialna

co pozostało

został po tobie sweter
i kilka niedopowiedzianych listów
nie wyczułam w nich
parujących wątpliwości
 
tamtej nocy
sen nie nadszedł
zamiast niego
do okna zapukał deszcz
 
wiedziałam
że to pożegnanie

powietrze

nigdy nie powiedziałam
tego co spędzało
sen z powiek
wiatr zmusił mnie
bym milczała

aż do dzisiaj

pamiętam że
smakowałeś
snem i malinami
to wspomnienie
musi wystarczyć

mam wrażenie
że brakuje powietrza
dla nas dwojga

więc lepiej być osobno

nie wiem

słoną kroplą
rzeźbię kręte korytarze
podałyśmy sobie ręce
z tęsknotą

tylko oczy wilgotnieją
sama nie wiem

czy pada deszcz

ciemność pochłania jesienne liście

zmrok połyka jesienne łzy
przyprawiając o dreszcze
już chłód otacza granatowe sny

kilka chwil odciśniętych na twarzy
lśni pot
coraz głębiej wtapiam się w nastrój
szumiących drzew
one już straciły liście

pozbawione radości przemykają
nad chodnikami
a nocna cisza
układa je na twardym gruncie

wkrótce przymarzną
odejdą w zapomnienie

zobaczyć słońce

zasłaniam twarz
październikowymi liśćmi
smaganymi przez wiatr (bez)nadziei
łóżko to najlepszy przyjaciel
gdy miłość spływa kroplami żalu

zamknięta na cztery spusty
kołyszę myśli
może gdy zasną
znów zobaczę
promienie słońca

bezświt

nadejdzie czas na ostatni świt gdy cisza będzie dusiła się w czterech ścianach które zmienią kolor na najciemniejszy jaki znam bez prześwitu...