za oknem szukała nut jego obecności bo wciąż był muzyką o poranku pieśni skowronka były niesłyszalne dla uszu czas postrzępił uczucia i rozrzucił na wietrze dlatego powietrze nadal miało słodki aromat mieszając się z tlenem mogli oddychać bez siebie
jak cicha woda przez życie płyniesz niezauważony nikt nie słucha gdy głośno szlochasz krzyczysz nawet echo nie odpowie a ideał rzuca pierwszy kamień mrużąc oczy podrażnione przez blask swej boskości upadając coraz niżej szuka drugiego dna