wyruszam przed siebie z pustymi dłońmi zostałam z niczym sama w środku ciemnego korytarza nie mogę czekać na pierwszą łunę światła po omacku zwiedzam życie w którym strach jest nieodłącznym towarzyszem nikt nie jest pewny tego gdzie jutro wyląduje brak widoków na nadzieję łamie kolejne minuty a one i tak muszą płynąć nie ma czasu na sen samotność jest odpowiedzią na wszystko co już było przeszłość kiełkuje w teraźniejszości Boże doprowadź mnie chociaż do okna
nie słucham już bajek na dobranoc i żadna kołysanka nie ma mocy usypiania pomiędzy wieczornymi myślami przewijasz się wciąż od nowa jak dziś i wczoraj tak będzie też za rok nie nagrałam Twojego głosu lecz próbuję go odtworzyć chcę Cię usłyszeć jeszcze jeden raz