wszystkie marzenia biegną przed siebie zmierzając ku mrocznemu zachodowi kolejny krok w drodze do wieczności i choć najbardziej pragniesz zmian zadowalasz się zimową chandrą rezygnujesz z życia pełnią wiosny każdy płomień musi zagasić swój żar każda złota jesień kiedyś dobiega końca każdy blask światła za chwilę się wypala więc nie pozwól by wraz z końcem lata na zawsze przepadł najcieplejszy dzień słońce samo ciebie nie znajdzie
Wylałam z kielicha wszystkie twoje smutki i choć za oknem wciąż szaro, jutro znów nabiera sensu. Niejednostajnie odnawiam pożółkłe listy, każdą literkę odkładam na właściwie miejsce. Fundamenty muszą być mocne. Chodź, zbuduję ci dom.