nadzieja a może naiwność

gdy noc przepływa granatem przez miasto
budzą się lęki zapomniane za dnia
cisza budzi tęsknotę
ona wciąż pamięta adres i znów puka do drzwi

oczy mętnieją gdy myślę o tobie
a łzy płyną prosto do serca
chciałabym bardzo dotknąć nieba
w którym

błękitnieje nadzieja

wyciąga dłonie
kiedy zapadam się w bezsenności

dni mijają spokojnie
wypełniając mnie naiwnością
może jutro
skrzyżuje nasze drogi
na dłużej niż mrugnięcie 

jak smakują słowa

litery płaczą
przywołując twój głos
w mojej głowie
wciąż mieszam teraźniejszość
z mlekiem
by była jaśniejsza

bliżej i mocniej
choć równie daleko jak zawsze
to czas gdy kocham traci znaczenie
słowo którego nigdy nie usłyszymy
naprawdę

wspomnienie tamtego lata

wschód słońca przyniósł ciszę
odbitą od krajobrazów zarysowanych
wspomnieniem lata skąpanego
w złocie jej długich warkoczy
zatrzymanych na postrzępionej fotografii

wczoraj było bajką

i dziś nadal mogłaby liczyć piegi na niebie
lecz już nie wierzy
że kiedyś uchwyci je w dłonie

ucieczka w noc

nie miała wiele do powiedzenia
bo wszystkie myśli ukryła

w stosie szeleszczących kartek
z których wylewały się wiersze
pełne żalu i tęsknoty
za niespełnioną miłością

każdej nocy wpadała
w jej czułe ramiona

ciemność przynosiła szczęście
którego nie dało się ująć w żadne słowa
marzyła o niemożliwym

letni smutek

wiatr przywiał dawne smutki 
do drzwi zapukały wspomnienia 

pamiętam 
pulsujący ból i krwawiące rany 
na do widzenia 
nie usłyszałam nawet 

żegnaj 

tamto lato smakowało
gorzko a cierpki posmak
pozostał do dziś 

ciepło już było 
może jeszcze będzie 

ale już nie przy tobie

moje kredki

na białej kartce papieru
rysowałam marzenia
szarym ołówkiem
kolorowymi kredkami
a nawet długopisem

kreując kształty zapisywałam
marzenia małej dziewczynki
każda łza znalazła schronienie
pod moimi palcami

wszyscy chwalili

czasami tylko drzwi
otwierały się na oścież
to był znak
aby stać na baczność

ukrywanie siebie nie sprzyja
sięganiu po najwyższe gwiazdy
więc w końcu przyszedł dzień
w którym otrzepałam się z kolorów

już nie umiem stworzyć tęczy

***(obiecałeś)

obiecałeś ciszę ubraną
w zwiewne szaty nocy
pośród błyszczących nazw
drgające tajemnice

może jutro otworzysz oczy
i nie patrząc w słońce
dojrzysz horyzont
gdzie stykają się sny

póki co wbijam się w fotel
popijając stygnącą kawę
przemilczam poranki
które od dawna nie zadziwiają

wciąż wierzę że kiedyś
zobaczę w oknie coś więcej
niż odbicie wspomnień

nadzieja a może naiwność

gdy noc przepływa granatem przez miasto budzą się lęki zapomniane za dnia cisza budzi tęsknotę ona wciąż pamięta adres i znów puka do drzwi ...

Ulubione teksty