Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z luty, 2026

już nie piszę o miłości

słowa które kiedyś były rumiane stygną zostawiając po sobie tylko bladą poświatę dobranoc karaluchy pod poduchy może sen sprawi że nazajutrz zmienię zdanie i znów rozłożę litery przed rozpalonym kominkiem dzisiaj rozbijam szklane drzwi złudzeń pożółkłe zeszyty z wierszami przypomną ci jak miękłam pod wpływem deszczu odczytaj palcami zaschnięte łzy dopóki znów nie napiszę o miłości

cała nadzieja w Bogu

wyruszam przed siebie z pustymi dłońmi zostałam z niczym sama w środku ciemnego korytarza nie mogę czekać na pierwszą łunę światła po omacku zwiedzam życie w którym strach jest nieodłącznym towarzyszem nikt nie jest pewny tego gdzie jutro wyląduje brak widoków na nadzieję łamie kolejne minuty a one i tak muszą płynąć nie ma czasu na sen samotność jest odpowiedzią na wszystko co już było przeszłość kiełkuje w teraźniejszości Boże doprowadź mnie chociaż do okna

przyjdź do mnie we śnie

nie słucham już bajek na dobranoc i żadna kołysanka nie ma mocy usypiania pomiędzy wieczornymi myślami przewijasz się wciąż od nowa jak dziś i wczoraj tak będzie też za rok nie nagrałam Twojego głosu lecz próbuję go odtworzyć chcę Cię usłyszeć jeszcze jeden raz

biel

zapachniało lutowe powietrze z domieszką mrozu na szybach aut ciekawe znaczki wyznaczają drogę kończącej się zimie nie umiem odczytać tych szyfrów paznokciami skrobię coś bez sensu  trochę bieli spadło mi w dłonie może znajdę w niej coś dobrego

pamiętniki III

gdy spadła łza oni się śmiali słowa rzucone na wiatr poszybowały zbyt daleko by cofnąć to czego wciąż nie można zrozumieć dobrze wyglądałabym w bieli ale odziano mnie w mroczne szaty które przyrosły mi do skóry nic już nie naprawi roztrzaskanej przeszłości wszystko ma drugie dno